wtorek, 28 listopada 2017

Po co komu mąż?

Mój pierwszy mąż miał na imię Tomek. Miałam 10 lat. A Tomek był niewidzialny. Potem miałam męża Kamila, przez kilka godzin, na obozie w Rajgrodzie. Potem długo nie miałam męża, aż do 30 września tegoż roku. I teraz już mam takiego prawdziwego męża.

1.
Bo ja zawsze chciałam mieć męża. Taka ze mnie matrymonialna tradycjonalistka. Mąż to jest poważna sprawa. Poważniejsza niż chłopak, mniej nowoczesna niż partner i zdecydowanie nie tak patologiczna jak (o zgrozo!) konkubent. To takie proste: "skarpety męża", nie "skarpety chłopaka", albo co gorsza "skarpety konkubenta" (czy ktoś w ogóle tak mówi?!). Skarpety męża mają swoje prawa, są legalne, zakorzenione w środowisku, a nie że raz są, raz ich nie ma. Są zawsze, nigdy Cię nie zaskoczą i nigdy nie opuszczą.

No dobra, ale po co taki mąż? 

Po pierwsze, mąż zawsze i wszędzie będzie służył złotą radą.

Późna noc, ciąża, łóżko:

On: Dlaczego nie śpisz?
Ja: Bo nie mogę.
On: To zamknij oczy.
Ja: ...
On: Spróbuj zasnąć.

Wow! Bez tej rady nie wiedziała co robić. Do tej pory nie próbowałam ani razu, przysięgam! Lubię leżeć i patrzeć na nocny sufit.

Po drugie, mąż to taki chodzący kalendarz, z dużą ilością pamięci wewnętrznej.

Poniedziałek:
Ja: W sobotę jedziemy do babci na imieniny.
On: Ooookej.

Środa:
Ja: Pamiętasz o tych imieninach babci w sobotę?
On: No jasne!

Piątek:
Ja: Idę kupić prezent dla babci, na te imieniny, co to na nie jutro jedziemy.
On: Ooookej.

Sobota:
On: To jaki mamy na dziś plan?
Ja: No przecież babci imieniny...
On: Tak?! Rany, nic nie mówiłaś!


Po trzecie, mąż zawsze wie wcześniej.

Ja: Może kupimy nową komodę?
On: Nową komodę? Raaany, po co Ci nowa komoda? Stara też jest dobra. Bez sensu kupować nową komodę... (jeszcze więcej jęczenia).

Kupiliśmy nową komodę. (to chyba oczywiste)

Ja: No fajnie z tą komodą!
On: No pewnie! Ja od początku mówiłem, że trzeba kupić nową komodę.


Także jak widać, mąż się przydaje. Bez dwóch zdań. 

2.

3.

Życie bez mojego męża, nie byłoby tym samym życiem.

Tylko on potrafi zrobić takie mielone, że mogę je jeść tydzień. I rosół, z cebulą opalaną nad ogniem na balkonie, bo na indukcji opalić nidyrydy. I pastę jajeczną. I kapuśniak też! I Herbatkę taką z miodem i cytryną.
Ten człowiek, z cierpliwością mistrza Yody zniósł pełne 9 miesięcy hankowej ciąży. Jeździł po rurki z kremem o 22:00, obejrzał ze mną żenujący serial dla dziewczynek i masował mi plecy w trakcie oglądania tegoż żałosnego serialu, oddawał mi swoje kanapki z kiełbasą i tamował lawiny łez wzruszenia, kiedy na ekranie pojawiało się dziecko/mały kotek/starszy człowiek/ładne wnętrze. Był ze mną przy porodzie, podczas którego obiecał mi tony sera pleśniowego z tatarem i tylko dzięki tej fali motywacji, wydałam w końcu na świat różową Hankę.

Rozumie moje idiotyczne poczucie humoru i nawet go ono bawi! Tylko z nim mogę się dusić ze śmiechu w ciemnościach sypialni, kiedy znowu przyjdzie mu wygłosić jakąś złotą radę na temat zasypiania.

Tylko on, szczegółowo opowie mi przez telefon, co nacisnąć pod maską samochodu, żeby ten w końcu zapalił. I nawet kiedy dwa razy, w ciągu tego samego tygodnia, na tym samym parkingu, przytrę samochodem o ścianę, to zezłości się tylko troszeczkę.

Tylko z nim mogę się urwać na obiad do Wrocławia samolotem, bo bilety były za 19 zł. i bo sobota była wolna.

Jest cudownym tatą, fantastycznym mężem i bardzo dobrym człowiekiem. Motywuje, wspiera, dba i kocha.

Mójcion!

4.

5.

6.

I mam nadzieję, że przez długie długie lata, będziemy tak iść razem w jednym kierunku. Że wszystkie te cudowne życzenia, które dostaliśmy w dniu ślubu nam się ziszczą. I mimo, że w wielu aspektach się różnimy, to mamy te same cele, marzenia, ten sam plan na życie i wzajemną miłość. 


7.

8.

Zdjęcia dzięki uprzejmości:
@KlaraTruPhotography 1. 3. 5. 7. 8.
@RafałCzerwinskifotografie 4. 6.
@belekiolek 2.


1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń