sobota, 7 lutego 2015

Urodzinowy rekin

Od 9 lat, co roku piekę mojemu ukochanemu urodzinowy tort. Były już różne wariacje: mniejsze, większe, rozwalone w podróży, totalne badziewia i całkiem w porządku ciasta. W związku z tym, że jutro robimy urodzinową imprezę, także i w tym roku zrobiłam tort. Rekinowy! :)

Tort powstawał ponad 6 godzin... Muszę przyznać, że to najtrudniejsza rzecz jaką kiedykolwiek w kuchni poczyniłam. Czuję się jak po potrójnym aerobiku. Masa cukrowa - co za zaraza! Tak się pod nosem naklęłam, że aż mi za siebie wstyd. Ale efekt końcowy jest w miarę zadowalający. Widzę sporo niedoróbek, ale jak na pierwszy raz nie ma tragedii :)




Rekiny są w życiu mojego Kuby bardzo ważne. To taki zawodowy slang jego i jego kolegów- bycie rekinem oznacza bycie dobrym w pracy. No a że dobry jest, to ma swojego rekina :)

Obszukałam pół Warszawy i cały Otwock, żeby znaleźć takie kolory masy cukrowej jakie potrzebowałam. Niestety, wszędzie tylko żółte, zielone, pomarańczowe... Postanowiłam sama ulepić bydlaka. Matko jedyna! Jakie to było ciężkie... Od tych spożywczych barwników jestem cała niebieska, kuchnia jest niebieska, tort jest niebieski, a ja padam z nóg.


Zbliżenie na rekinią wadę zgryzu ;)


A żeby nie było tak słodko - tak wygląda moja kuchnia (po przejściu rekinowego tajfunu) i tak wyglądają moje ręce.

Ciocia Dobra Rada radzi: jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam do głowy pobawić się z tymi spożywczymi barwnikami - koniecznie załóżcie rękawiczki!



W środku, tort jest czekoladowo-wiśniowy ze śmietankowym kremem. Mam nadzieję, że okaże się dobry!


Jutro wielka impreza... 9 osób w naszym małym salonie... Miała być impreza niespodzianką, ale trochę ciężko byłoby mi wytłumaczyć zakupy stulecia, a w tym: 3 kg kurczaka, 5 kg. ziemniaków, kilkanaście litrów picia itd. Mam nadzieję, że wszystko się uda :)

Pozdrawiam aż za słodko!
Magda

20 komentarzy:

  1. Tort wygląda fantastycznie, ale tych 6 godzin pracy i niebieskich łapek nie zazdroszczę :-) udanej imprezy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten sam przepiśnik. Tort śliczny, z daleka wygląda jak kapsel na tej podstawce i w tej chwili mam taki sam manicure - czarno-biały french od sprejów:) (co oczywiscie nie przeszkodzi mi w pisaniu na czarnej klawiaturze:D)

    a w tle masz fajne burdello. dobrze, ze to nie tylko ja, jak jestem w twórczym amoku, to taki bałagan robię. i staż z facetem też masz dobry - ja mam 7 lat:)

    Pozdrawiam
    http://pastelowonabialym.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe faktycznie wygląda jak kapsel! ;)

      A jeśli chodzi o pierdzielnik wytwarzający się przy twórczości... no ja nie jestem w stanie nad tym zapanować. To się dzieje samo. Pyk i już! ;) Muszę przyznać, że nie cierpię sprzątać tego wszystkiego potem...

      Przepiśnik z Biedrony, wyszarpany w bitwie!

      Usuń
    2. Kurcze nie strasz. To byłaś Ty? Straciłam trzy zęby i wiarę w ludzi. A Twoje oko jak?:D

      Usuń
    3. Goi się goi! :D Ta trzecia co z nami walczyła, wyglądała znacznie gorzej :P

      Usuń
  3. 6 godzin przy torcie? - szacun! Ja, gdyby minęły dwie, poczestowalabym pewnie rekinowym tortem kosz na śmieci ;) No ale ja to niecierpliwa "przy garach" bywam ;p
    Ze zdjęć wnioskuję, że tobie się ta praca opłaciła - bardzo dobrze ten tort wygląda :)
    Pozdrawiam i miłej imprezy życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo też do cierpliwych nie należę, dlatego często kulinarne eksperymenty mi nie wychodzą. Nie znoszę tekstów typu "zaczekaj aż ostygnie", albo "włóż do lodówki na 45 min.". No i zwykle tego nie robię ;)

      Ale dziubanie w lukrze to zupełnie inna sprawa :) Tort okazał się w pełni jadalny.

      Usuń
  4. Wow! 6 godzin? Podziwiam ! Ale efekt jest naprawdę super! Wspaniały tort! Zazdroszczę umiejętności!

    Pozdrawiam i zapraszam na nowy posy: www.homemade-stories.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Myślę, że umiejętności do tego ma każda z nas, tylko nie ma okazji ich wypróbować! :)

      Pozdrawiam i idę do Ciebie :)

      Usuń
  5. No i wyszło super! Ja się tortów boję piec, nigdy nie umiem ich ładnie ozdobić, a masa cukrowa to dla mnie czarna magia :) Gdybym oglądała tylko zdjęcia bez czytania myślałabym, że to z cukierni. Serio. A stan kuchni......no cóż. Po takim boju z rekinem to ty się ciesz, że wyszłaś bez szwanku :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no tak! Dobrze, że mi ręki nie urwało czy coś ;) Okazało się, że ta masa cukrowa to i dla mnie czarna magia! Ale oswoiłam dziada i następnym razem powinno już pójść gładko. Mimo wszystko polecam się przemóc i spróbować upiec tort, to naprawdę spora satysfakcja widzieć potem radość jubilata i mieć świadomość, że się to zrobiło własnymi rękoma :)

      Usuń
  6. Szacun, cudny tort :) Twój ukochany to ma uzdolniony Skarb:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam przyjemnosc bawic się barwnikami i miałam podobne doświadczenia z paznokciami jak ty.Efekt jak po całodniowym zbieraniu borówek w lesie;) Pozdrawiam serdecznie, fajny ten torcik:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no właśnie szkoda, że nigdzie nie wyczytałam, że trzeba czymś paluchy zabezpieczyć! Tydzień już minął a niektóre części paznokci ciągle niebieskie! ;)

      Usuń
  8. Torcik rewelacyjny, rękawiczki przy tym niezbędne :-) Obdarowany na pewno zachwycony :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obdarowany ucieszył się wyjątkowo jak na niego, także mam powody do podwójnej radości :)

      Usuń
  9. Gratuluje cierpliwości - nie zazdroszczę kuchni po takich bojach! Na pewno było smaczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe no był to dla mnie test cierpliwości, ale zdałam :)

      Usuń