wtorek, 27 stycznia 2015

Sztuczny kwiat. Hit czy kit?

Co tu dużo gadać, ręki do kwiatów to ja nie mam. A właściwie to nie mam głowy. Jakoś zawsze tak się składa, że zapominam o nich i bidaki gdzieś tam na parapecie walczą o przetrwanie. A przechodzę obok nich dziesiątki razy dziennie! Co jakiś czas mam ogrodniczy zryw i wówczas staram się utrzymać przy życiu ostatnie, dogorywające sztuki.

Wszystko to odbywa się ku zgrozie mojej mamy, która jest pasjonatką roślinności wszelakiej. Pielęgnuje sobie ogródek całą wiosnę i lato, a zimą tylko wzdycha do okna i obija się o ściany z nudów. W domu w sumie też ma pełno kwiatów. Kwitną jak szalone, rozrastają się no i generalnie żyją . Kilka moich niedobitków również przebywa u mamy. Są na turnusie rehabilitacyjnym w sanatorium. I tam oczywiście skubańce kwitną (co być może determinowane jest przez regularne dostawy wody, a nie czystą złośliwość).

Do rzeczy. Od jakiegoś czasu nurtuje mnie kwestia sztucznych kwiatów w domu. Zastanawiam się, czy to fajne czy nie fajne. W życiu do czynienia mam z dwoma podejściami. Z jednej strony właśnie moja mama, która twierdzi, że sztuczne kwiaty owszem, bardzo fajne i praktyczne... ale tylko na cmentarzu. Z drugiej strony przyjaciółka, która z tych sztucznych kwiatów wyczarowuje takie bukiety, że naprawdę wyglądają jak żywe! Mówiąc sztuczne kwiaty nie mam tu oczywiście na myśli plastikowego drzewka bonsai czy sztucznej paprotki, tylko takie niby kwitnące.

Rozumiem oba powyższe podejścia i zasadniczo stoję gdzieś po środku. Nie należę do tych, co biegają co 3 dni do kwiaciarni po świeże kwiaty cięte (szczególnie, że te są u mnie notoryczne pożerane przez kota!) a i z tą hodowlą u mnie licho. Z drugiej strony wiem, że te sztuczne są sztuczne i to jakoś tak... dziwnie, ale jest co w wazonach trzymać.




Kilka swoich propozycji ma też Ikea.


Ja osobiście jestem posiadaczką trzech sztucznych kwiatów. Powiem szczerze, że są wygodne w utrzymaniu. A jeśli faktycznie są dobrze zrobione, to na pierwszy rzut oka nie widać różnicy...






No i co na ten temat myślicie? 

17 komentarzy:

  1. Podobnie jak Ty nie mam ręki do kwiatów. Kiedys miałam tylko kaktusy, które jak wiadomo bardzo wymagające nie są. Ale odkąd mamy własne mieszkanie jakos nie wyobrażam go sobie bez kwiatów (i kaktusów), więc staram się regularnie je podlewać. Co do sztucznych - ok, ale zależy jakie. Niektóre są strasznie kiczowate - lubię pojedyńcze sztuczne- tak jak na ostatnich fotkach:) super!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się właśnie zastanawiam czy do tych żywych kwiatów to trzeba mieć rękę czy głowę, bo ja zwyczajnie o nich zapominam, ale też nie wyobrażam sobie żebym mogła nie mieć ich wcale! Muszę przejrzeć w pobliskim sklepie kaktusy ;)

      Usuń
  2. Jeśli ktoś chce przystroić jakiś nieatrakcyjny kąt mega bukietem sztucznych kwiatów (które jeśli są fajnie zrobione, wyglądają bardzo realistycznie) to ja nie mam nic przeciwko, a nawet jestem za! :)
    Chociaż generalnie wolę żywe bo pachną! Też nie jestem ogrodnikiem z powołania, ale bardzo lubię od czasu do czasu kupić sobie (a jeszcze lepiej dostać od męża) bukiet świeżuteńkich tulipanów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, bukiet świeżych pachnących kwiatów nie ma sobie równych (szczególnie od mężczyzny :))

      Usuń
  3. Ikea ma sztuczne kwiaty bardzo realistycznie zrobione. Jestem za ale w malutkiej ilości.Sama mam sztuczne trawki z ikea w łazience bo nie ma tam okna, a trochę zieleni ją ożywia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja również mam w łazience te trawki z Ikea, które kot regularnie podgryza sprawdzając czy na pewno nic się nie zmieniło i czy dalej są sztuczne ;)

      Usuń
  4. Dzień dobry,
    Ja osobiście jestem ogrodnikiem z zamiłowania. Odziedziczyłam to po mojej Mamie, która też jest pasjonatką. Hodujemy rośliny zarówno w ogrodzie jak i w mieszkaniach. Chyba idzie nam nie najgorzej :)
    Osobiście wolę żywe, wręcz nie wyobrażam sobie życia bez "zieleni" - mój balkon kiedyś się oderwie od budynku, tak go zasadziłam.
    Są jednak miejsca w mieszkaniu, gdzie "żywe" nie urośnie - np. moja łazienka nie ma okna. Podobnie aneks kuchenny - i tam "hoduję" sztuczne" - ale trzeba dotknąć żeby uwierzyć że to sztuczne :) - W łazience mam Amarylisa w całej okazałości z cebulą, w doniczce - dosłownie jak żywy, a w kuchni trzykrotkę. Co jakiś czas "wypiorę" i jak nowe :)
    Zatem wszystko zależy od predyspozycji miejsca i wykonania "rośliny"
    Ostatnio "za grosz" kupiłam róże cięte, tak dopracowane że aż odruchowo wąchałam czy nie pachną :) Później mi było głupio, bo się ludzie gapili jak na wariatkę...
    pozdrawiam,
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że zazdroszczę zamiłowanym ogrodnikom tej pasji. Mam wrażenie, że to może uspakajać i wyciszać, a jednocześnie wyznacza taki zgodny z naturą tryb funkcjonowania zależny od pór roku. Ja niestety nie mam cierpliwości :/ Nie znoszę czekać, także jak wiem, że z zasadzonej cebuli dopiero za miesiąc wyrośnie mi tulipan to wolę pójść kupić "gotowy" ;)

      Usuń
  5. Zgadzam się z Kasią...Też jestem fanką żywych..ale jeśli kwiat sztuczny trudno odróżnić od prawdziwego to dlaczego nie.... Byle nie za dużo plastiku w mieszkaniu :) Pozdrawiam Kasia at home

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację, trzeba zachować zdrowy umiar i nie przesadzić z plastikami :)

      Usuń
  6. a jak ja myślę "sztuczny kwiat", to od razu widzę przed oczami jakiś sztuczny (kiczowaty) bukiecik stojący w wazoniku w kiepskiej restauracji. ohyda, ale oczywiście nie pogardziłabym jakimś pojedynczym kwiatem (w miarę realistycznie wyglądającym) w jakimś pięknym wazonie. ale tak, jak wszystkie koleżanki powyżej zdecydowanie stawiam na prawdziwe kwiaty (odpukać - u mnie w domu w tej chwili przeżywają renesans :) wcześniej tak nie było)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe no właśnie tak też widzi je moja mama, że jak sztuczny to zaraz taki naprawdę kiczowaty. Tymczasem można wybrać coś fajnego :) Zazdroszczę kwiatowego renesansu... może dzięki Waszym komentarzom teraz bardziej będę zwracać na to uwagę i flora mi odżyje w domu :)

      Usuń
  7. Magda, you are so awsome and the flowers you show so very beautiful.
    Have a happy time
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety sztuczne kwiaty i reprodukcje obrazów to dwie rzeczy, których nie znoszę. Choć trzeba przyznać, że niektóre wyglądają oszukańczo ślicznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzeci i czwarty bukiecik- super :)) czy one serio są sztuczne? Takie mogłabym mieć :))
    No właśnie, też mam takie dylematy- chciałabym takie bukieciki porozstawiać po mieszkaniu, ale jeszcze nie trafiłam na takie dobrze zrobione, a na ciągłe zmienianie żywych mogę nie narobic :) Wiem tylko, że doniczkowe sztuczne odpadają na pewno!! Trącą mi chińszczyzną :)
    Pozdrawiam i witam w "moim domu" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ósmy bukiet w kolorze jasnej limonki też jest sztuczny? Ten mi się bardzo podoba. Osobiście mam sztuczne dwa hiacynty, na które można "się nabrać" i całkiem dobrze podrobione hortensje. Pozdrawiam i podziwiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę że są kwiaty sztuczne i sztuczne.. :) Jedne są typowo cmentarzowe a inne właśnie takie jak te ukazane we wpisie. Osobiście bardzo lubię sztuczne kwiaty, może nie tworzą w mieszkaniu takiej samej atmosfery jak żywe, ale z pewnością dodają dużo pozytywnego klimatu.

    OdpowiedzUsuń